» Brzana – wiślana siłaczka

Brzana – wiślana siłaczka

Brzanami, bo o nich właśnie mowa, interesowałem się od dawna. Brakowało mi jednak w moim wędkarskim kalendarzu czasu, aby zabrać się za nie z premedytacją. Wiedziałem także, że trochę to zajmie zanim zacznę łowić te ryby w miarę regularnie. Dlatego przez ostatnich kilka lat więcej o nich myślałem, niż robiłem cokolwiek aby łowić je celowo, a nie traktować wyłącznie jako przyłów.
Przełomowy okazał się ubiegły rok, z przyczyn ode mnie niezależnych musiałem spędzić cały lipiec i sierpień w Warszawie. Początkowo byłem wściekły, bo przechodził mi koło nosa koniec sezonu pstrągowego. Jednak szybko stwierdziłem, że jest to doskonały moment, aby w końcu na poważnie zabrać się za brzany.

Początki były trudne. Najwięcej czasu zajęło mi znalezienie ciekawych łowisk. Gdybym dysponował łodzią nie było by problemu. Jednak brodząc, pole manewru miałem mocno ograniczone. Moim sprzymierzeńcem był niski stan Wisły w 2008 roku. Do najlepszych miejsc byłem w stanie dojść, gdy wodowskaz w porcie pokazywał 105 cm lub mniej. Znalezienie trzech – czterech bankówek, sposób dojścia do nich i poruszania się zajęło mi praktycznie cały lipiec. W tym czasie łowiłem znacznie mniej niż brodziłem, jednak nie był to okres stracony. Poznałem dokładnie charakter łowisk, oraz namierzyłem miejsca gromadzenia się ryb (pomogły mi w tym spławy, którymi brzany zdradzają swoją obecność).
Pierwsze ryby miałem już podczas rozpoznawania miejsc, ale do regularnego łowienia była jeszcze daleka droga.
Rozpoznanie łowisk zaowocowało w sierpniu. To właśnie ten miesiąc przyniósł mi upragnione siłaczki, które w końcu zaczęły regularnie meldować się na moim zestawie.

Wiślana siłaczka

Na dużej rzece, jaką jest Wisła dokładne rozpoznanie łowiska jest ważne z jeszcze jednego powodu, a mianowicie naszego bezpieczeństwa. Trzeba po prostu wiedzieć jak bez narażania się dojść do ryb. Okazowe brzany są bezcennym trofeum, ale nasze zdrowie czy życie jest warte znacznie więcej. Dwukrotnie widziałem wędkarzy próbujących wejść w jedno z moich brzanowisk. Nie kombinowali chcieli się tam dostać w najprostszy sposób, czyli idąc w linii prostej od brzegu. W pierwszym przypadku zakończyło się to odwrotem, w drugim spłynięciem przybrzeżną rynną i kompletnym przemoczeniem.
Nie można bać się rzeki, ale nie należy jej lekceważyć. Stawianie pierwszych kroków w Wiślanym brodzeniu nie było dla mnie skomplikowane, gdyż miałem wcześniejsze doświadczenia z górskich rzek. Wiedziałem po prostu, na co mogę sobie pozwolić. Pamiętać należy, że sił musi nam zawsze wystarczyć na wyjście z miejscówki na brzeg a nie wyłącznie na dojście do niej.

Brzanowa rafa

Brzanowy przelew

Wróćmy jednak do tematu głównego, czyli brzany. Ryb tych szukam na rafach oraz w rynnach z twardym żwirowym bądź kamienistym dnem. Ktoś kiedyś powiedział, aby łowić brzany musisz zdeptać kleniowo – jaziowe miejscówki, ja się pod tym podpisuję w stu procentach. Oczywiście przy wyższej wodzie brzany możemy złowić praktycznie w tych samych miejscach co klenie, jednak przy letniej niżówce trzeba ich szukać zdecydowanie dalej w silniejszym nurcie.
Najwięcej ryb złowiłem we wlewach w rynny z wartkim prądem, są to moje ulubione miejsca. Jednak same rynny są też bardzo dobrymi łowiskami. Szczególną uwagę poświęcam ich kantom. Ze środka rzadko łowiłem ryby, najwięcej brań miałem gdy wobler wchodził w rynnę bądź z niej wychodził. Jak obłowić takie miejsca? Gdy możliwe jest dojście do krawędzi (uzależnione jest to od głębokości oraz przede wszystkim od uciągu) łowienie jest stosunkowo proste. Wypuszczam woblera z prądem, po czym powoli z częstymi przystankami prowadzę go po krawędzi w swoja stronę. Nie ma się co śpieszyć ze sciąganiem, generalnie im wolniej tym lepiej. Często jednak dojście w takie miejsce i ten sposób obławiania jest niemożliwy. Wtedy łowię woblerem w dryfie. Robię to w ten sposób, że przynęte posyłam powyżej mojego stanowiska, jednocześnie przerzucając łowisko. Następnie zaczynam ją bardzo szybko ściągać, tak aby na mojej wysokości penetrował już dolne partie wody i w tym samym momencie wchodził w łowisko, czyli schodził z rafki w rynne. Dalsza część prowadzenia to już dryf woblera z przytrzymaniami. Można też próbować kusić ryby prowadząc wobler z prądem, jednak przy tym sposobie łowienia miałem zdecydowanie najmniej brań.

Duża wiślana brzana

Co robić gdy w końcu doczekamy się brania? Po zacięciu (stosunkowo mocnym) podnoszę od razu szczytówkę do góry, aby jak najbardziej zminimalizować kontakt linki z dnem, ma to zapobiec jej przetarciu. Jeśli nigdy wcześniej nie mieliście na kiju brzany, w pierwszym momencie może wam się wydawać, że wjechaliście w zaczep. Jednak szybko okaże się, że zaczep ożywa. W początkowej fazie holu ryba nie szaleje. Będzie powoli, ale stanowczo przesuwać się w boki oraz odjeżdżać pod prąd. Jeśli uda się zapanować nad rybą oraz dodatkowo jej nie wkurzymy, na tym powinno się zakończyć i po paru minutach przeciągania liny będziemy mogli zapozować do zdjęcia z naszą zdobyczą.
Zazwyczaj jednak nasz przeciwnik zapewni nam dużo więcej emocji, w pewnym momencie ryba stwierdzi, że dość ma tej zabawy i zacznie spływać z prądem, jednocześnie szorując po dnie. Właśnie wtedy okazuje się, na ile dobrze zmontowaliśmy nasz zestaw i czy dobrze dobraliśmy jego elementy.

Hol brzany

Brzana złowiona w nocy

Brzany łowię kijem 2,85 metra długości mocy 16lb i wyrzucie 4-24 gramy. Gdybym wędkował z łodzi, użył bym mocniejszego kija. Jednak brodząc nie mogę sobie na to pozwolić, gdyż nie dorzucił bym niewielką przynęta do stanowisk ryb. Do kija dokręcony mam mocny kołowrotek wielkości 2500-3000, na kołowrotek nawiniętą mam linkę 15lb. Plecionka ma niestety dużo wyższą podatność na przetarcia niż żyłka, dlatego aby zapobiec uszkodzeniu linki a co za tym idzie utracie ryby, na końcu zestawu przywiązuje przypon żyłkowy średnicy 0,28-0,35 i długości 50-70 centymetrów. Dzięki temu rozwiązaniu udało mi się wyholować kilka ładnych brzan. Przypony zacząłem stosować po stracie kapitalnej brzany, która przetarła mi plecionkę i odpłynęła z przynętą praktycznie spod moich nóg. Po każdym holu należy wymienić przypon na nowy, nawet gdy nie jest postrzępiony.

Brzana z kamieniska

Jeśli chodzi o przynęty to łowię wyłącznie woblerami, choć gumy z dobrze dobraną do głębokości i uciągu główką też są skuteczne. Ja po prostu nie lubię łowić na gumy, dlatego tych przynęt na brzany nie zabieram. Używam głównie woblerów 4-5 centymetrowych. Do moich ulubionych należą Krakusy model 3 i 5, Hornety Salmo 4 i 5 (zarówno zarówno wersji tonącej jak i pływającej), Invadery i Alaski Dorado oraz Countdown-y Rapali. Oczywiście w ofercie innych producentów znajdziemy skuteczne przynęty, ja jednak jestem minimalistą i na łowisku wolę mieć małe pudełko z kilkoma sprawdzonymi modelami niż całą skrzynię przynęt i mieć rozterki, co zapiąć na agrafce. Praktycznie wszystkie moje woblery są pozbawione przedniej kotwicy. Brzana podczas holu często ryje w dnie i przednia kotwica może przyczynić się do utraty ryby. W jej miejscu często podwieszam ołowiany dopalacz, ze śrucin bądź małej oliwki. Pozwala mi to na dalsze rzuty a zarazem na szybsze sprowadzenie woblera do dna. Pamiętać należy, aby nie przesadzić z ołowiem bo spowoduje to zgaszenie przynęty a nie o to nam chodzi.

Typowa rynna na brzanowe łowy

Łukasz z brzaną

Większość moich woblerów, ma na trzonach kotwiczki nawiniętą gąbke bądź wełenke którą nasączam atraktorem. Atraktory zacząłem używać, gdyż brzana nie jest gatunkiem typowo drapieżnym, rybki stanowią tylko jeden ze składników jej diety. W zeszłym roku przerobiłem wiele zapachów i jeden z nich okazał się strzałem w dziesiątke. Niestety musze sprowadzać go z zagranicy gdyż w Polsce nie jest dostępny. Początkowo do śmierdziuchów (tak nazywam atraktory) podchodziłem sceptycznie, jednak po dobraniu odpowiedniego ilość brań zdecydowanie wzrosła. W stosowaniu atraktora utwierdziły mnie dodatkowo dwie małe brzanki, które złowiłem na spryskane przynęty, jedna miała niespełna trzydzieści centymetrów, druga trzydzieści pare. Nigdy na Wiśle nie złowiłem na spinning tak małych przedstawicieli tego gatunku, ani nie słyszałem, aby którykolwiek z moich znajomych takie trafił. Generalnie na spina meldują się ryby od sześćdziesięciu centymetrów w górę. Te maluchy musiały potraktować wobler jako spływający z nurtem kawałek naturalnego pokarmu, a zarazem utwierdziły mnie w słuszności stosowania „śmierdziuchów”.
Kilka lat temu przestałem używać podbieraka. Przede wszystkim nie chciało mi się go targać a poza tym chciałem dać rybom większą szansę. Jednak po zeszłorocznych doświadczeniach (z powodu jego braku straciłem rybę pod 90 cm) w obecnym sezonie wracam do podbieraka przy brzanowaniu.

Brzany są ślicznymi rybami i należy się im moim zdaniem bezwzględny szacunek. Dlatego apeluję do Was nie zabijajcie ich. Uwierzcie mi, że tyle samo frajdy co hol daje widok odpływającej majestatycznie ryby.

Złów i wypuść

Łukasz Strzałkowski „Sandacz”

Zdjęcia: Łukasz Strzałkowski