Druga wizyta nad Drwęcą w zaledwie tygodniowym odstępie nie przyniosła większych sukcesów. Kiedy pakowaliśmy się do samochodu, podejchał jakiś koleś i pokazał dwie prawie metrówki w bagażniku… Mam fotkę, ale oglądanie wypatroszonych ryb nie należy do najpiększych, wędkarskich chwil… Jak poradzę sobie z systemem, to opublikuję za to zdjęcie zniszczonych sieci, choć nie mam zamieru kłusownictwem właśnie tłumaczyć swoich porażek