Ten weekend zapowiadał się bardzo mroźny. Nasze plany spełzły na niczym, ponieważ mieliśmy pojechać w góry na pstrągi. Zbyt zimna woda oraz bardzo niesprzyjająca aura nie mogła sprzyjać komfortowemu łowieniu. Pojechałem na pstrągi w zupełnie przeciwnym kierunku. Pogoda była niezbyt dobra, ponieważ na niebie była całkowita „lampa” -zero chmur, a temperatura powietrza oscylowała w granicach minus 7-8 stopni. To niezbyt sprzyjające warunki do połowu pstrągów. Tego dnia ryby prawie w ogóle nie żerowały. Poza tym, mocno prześwietlona woda powodowała, że bardziej cwane ryby zupełnie nie chciały nabrać się na moje przynęty. Nie poddawałem się i w końcu złowiłem pierwszego potoka. Po przemyśleniu kilku spraw, zdecydowałem się łowić w taki sam sposób, dzięki któremu sprowokowałem pierwszego pstrąga do brania. Do końca dnia, udało mi się jeszcze dołowić 3 wymiarowe pstrągi. Wszystkie ryby brały bardzo chimerycznie, a kluczem do sukcesu okazał się bardzo wolno prowadzony sześcio centymetrowy wobler. Tego dnia próbowałem wielu przynęt, jednak ta okazała się najskuteczniejsza. Jak zawsze pstrągi wróciły do wody w dobrej kondycji.18.02.2008