Sobotnia wyprawa w poszukiwaniu śródrzecznych miejscówek okazała się owocna. Najpierw za cel obraliśmy oczywiście bolenie. Cóż z tego jednak, kiedy po odwiedzeniu już dwóch miejscówek wiedzieliśmy, że nie będą chciały współpracować.
Dał się skusić tylko jeden maluszek. Podjęta szybko decyzja – szukamy kleni okazała się słuszna. Już przy pierwszym przelewie i obławianiu napływu branie. Kleń! Bardzo dobry znak!
Tego dnia klenie bardzo dobrze gryzły, kręciliśmy się po kilku przelewach dostępnych jedynie z łodzi. Ryby były grubaśne i waleczne.

(Mateusz Kalkowski, maj 2008)