W ten weekend niestety nie mogłem wybrać się na dłuższy wędkarski wypad. Zatrzymały mnie obowiazki rodzinne. Jednak w sobotę wieczorem udało mi się wyrwać na 3-4 godziny. Zadanie nie było łatwe, bo byłem w okolicach Narwi, których prawie nie znam… Po 20 minutach jazdy dotarłem na całkiem obiecujace miejsce. Okazało się, że trafiłem na swietna rafę, z kilkoma przelewami, zalanymi kamieniami i zalana roslinnoscia. Miejsce, aż pachniało ryba. O dziwo nie było tam wędkarzy. Tylko jeden spławikowiec siedział nieopodal na swojej pychówce.
Majac spodniobuty, szybko dostałem się do miejsa, które wygladało najciekawiej. Już w pierwszych rzutach zanotowałem kilka brań. Zaraz pojawił się pierwszy klenik. W następnych rzutach łowiłem kolejne klenie. Brań było dużo i ryby chętnie współpracowały. Nawet nie pamiętam ile złowiłem kleni, ale było ich conajmniej kilkanascie, a może nawet więcej. Łowiłem głównie na woblery powierzchniowe (żuczki i chrabaszcze), a także na małe wirówki 0 i 1. Pomimo, że ryby były przyzwoitych rozmiarów, nie udało mi się zrobić żadnego zdjęcia. Stałem prawie po piers w wodzie, powyżej jednego z przelewów. Łowiac klenia, za kleniem, szkoda było mi wychodzić daleko na lad, aby zrobić zdjęcie. Na szczęscie, jeszcze nie raz będę miał okazję łowić w tych okolicach, więc będa kolejne okazje na zrobienie zdjęć (26.07.2008).