Od jakiegoś czasu planuję zmienić klimat i choć na chwilę odpocząć od uganiania sie za rapami (choć jest ciężko – wie to każdy chory na boleniozę :-). Dobrym impulsem był nowo uzbrojony wielkorzeczny kijek, którego zaraz po odebraniu z pracowni zabrałem na sandaczowe testy.
Nad rzeką wraz z kolegą meldujemy sie koło południa. Odwiedzamy znane nam miejscówki sandaczowe, obławiając napływy główek, warkocze i dołki w klatkach. Łowimy po kilka sandaczy, a i szczupaki daja o sobie znać. Wieczorem namierzamy polujace przy powierzchni mętnookie ale żadnego nie udaje nam sie zaciąć.
Łowienie kończymy o 24tej, pora wracać…zważywszy , że o 3-ciej pobudka i wyprawa na bolenie 🙂