Nic nie zapowiadało, że przed świętami uda mi się wybrać jeszcze raz na szczupaki. A jednak! Spontaniczna decyzja pod koniec tygodnia i czekały mnie dwa dni na wspaniałym łowisku. Duży wpływ na to, że pojechałem miała pogoda. Sprawdzając wspólnie z Tomkiem prognozę, uśmiechałem się i nie miałem wątpliwości, że musimy ruszać jak najszybciej! Warunki idealne, nic dodać nic ujšć.
Gdy przyjechaliśmy z kolegą na miejsce okazało się, że na jeziorze znacząco opadła woda. Od razu zdecydowaliśmy się, że będziemy obławiać jedynie rozległe i głębsze blaty. Liczyliśmy na koncentracje drapieżników. Pierwszego dnia wiatr był umiarkowany. To pozwalało na bardzo spokojny dryf i dokładne obławianie miejsc. Długo nie czekaliśmy na pierwsze brania. Bardzo skuteczne okazały się obrotówki wykonane przez naszych dobrych kolegów – wspaniałych wędkarzy (pozdrowienia dla Roberta i Daniela). Dobór przynęty okazał się idealny, ryby brały jedna za drugą.
Tego dnia złapaliśmy dużo szczupaków. Wieczorem oglądaliśmy zdjęcia i wymienialiśmy spostrzeżenia z tego krótkiego, lecz intensywnego dnia wędkowania. Drugiego dnia zaczęliśmy od tych samych miejsc i przynęt. Konsekwencja okazała się kluczem do sukcesu. Bogatsi o doświadczenia z poprzedniego dnia byliśmy bardziej skuteczni. Ponieważ wiatr był silniejszy a fale były większe, przynęty musieliśmy prowadzić szybciej i agresywniej. Spowodowało to, że szczupaki brały pewnie, a hole były bardzo emocjonujące.
Największy szczupak wyprawy miał 105 cm! Byliśmy z siebie bardzo zadowoleni i wspólnie stwierdziliśmy, że był to bardzo udany wyjazd! Podziękowania dla mojego kompana wyprawy Tomka!
(Mateusz Kalkowski, grudzień 2008) (24.12.2008).