Weekend z wielkimi szczupakami

Branie jest agresywne. Ryba uderza w wobler. Mocno zacinam i zaczynam hol. Ryba idzie przy dnie i na pewno jest duża. Podholowuję ją do łodzi i wiemy, że ma ponad metr. Jeszcze kilka odjazdów i brat zręcznie podbiera ją pod pokrywy skrzelowe.

Za nami kolejna wyprawa firmowa. Tym razem naszym celem miały być duże jesienne szczupaki. Już od dłuższego czasu nie mogliśmy się doczekać terminu wyjazdu, tym bardziej, że dość dobrze znamy łowisko i wiemy, czego można się po nim spodziewać. Poza tym, nasza wyprawa miała być kolejną okazją do przetestowania naszej nowej łodzi oraz do przetestowania nowego sprzętu wędkarskiego ze „stajni” Rozemeijer’a. Tym razem mieliśmy możliwość sprawdzenia nowych plecionek, główek jigowych do zbrojenia dużych przynęt gumowych oraz nowego materiału przyponowego.
Na łowisko wybrałem się oczywiście razem z bratem Mateo oraz z naszym przyjacielem i „trenerem” Adamem. Wyprawę zaplanowaliśmy na cztery dni, które mieliśmy maksymalnie wykorzystać łowiąc od świtu do zmierzchu. I tak się stało. Zaczęliśmy od sprawdzenia naszych stałych miejsc, gdzie już wcześniej łowiliśmy duże ryby. Jednak okazało się, że szczupaków tam nie ma lub nie żerują zbyt dobrze. Postanowiliśmy szybko zmienić miejsce i poszukać ryb w bardziej odległych zakątkach akwenu. Płynąc do następnego miejsca, postanowiłem sprawdzić jeszcze jedno, które odkryliśmy w zeszłym roku. Opłynęliśmy miejsce kilka razy i niestety bez rezultatu. Przyglądając się wykresowi tras, który powstał na moim GPS’ie, zauważyłem jedną ciekawą rzecz, a mianowicie kierunki napływania na miejscówkę. Czegoś w tym wszystkim brakowało…

20

Cały czas patrzyłem na ekran echosondy i wypatrzyłem na nim ciekawe miejsce. Widząc to i mając „nosa”, postanowiłem skorygować kierunek napłynięcia. Spróbowaliśmy jeszcze raz, a gdy zbliżaliśmy się do najciekawszego miejsca, powiedziałem chłopakom żeby uważali, bo zaraz będą pierwsze brania. Jak się okazało, nie trzeba było zbyt długo czekać, bo już w tym dryfie mieliśmy pierwsze, niestety niezacięte branie. Każdy z nas łowi na swoje ulubione przynęty. Dosłownie kilka sekund później, Adam ma kolejne branie i po pierwszym odjeździe wiemy, że ryba nie jest mała. Hol nie trwa zbyt długo i szybko podbieramy ładnego około metrowego szczupaka. Kilka fotek i ryba wraca w dobrej kondycji do wody.

4

Szybko odpalam silnik i wracam w miejsce, z którego rozpoczynaliśmy obławianie miejscówki. Ponawiam napłynięcie w identyczny sposób i przemieszczamy się jak po sznurku. Prawie w tym samym miejscu, następuje potężne branie. Ryba od razu mocno odjeżdża. Hol nie jest łatwy, bo czuć, że ryba jest naprawdę wielka. Jednak szczupak powoli idzie w naszą stronę. Niestety sytuacja staje się napięta, bo w kierunku holowanej ryby płynie jakaś większa jednostka. Próbujemy dawać znaki i krzyczeć, jednak oni chyba nas nie widzą. Dosłownie w ostatniej chwili zauważa nas sternik z napływającej łodzi i robi szybki manewr, dzięki czemu nie wpływa nam w holowaną rybę. Już bardziej spokojni, skupiamy się na dalszym holu. Szczupak nagle podchodzi do powierzchni i ze sporej odległości widać, że jest bardzo duży. W końcu mamy go przy burcie. Pewnym chwytem, łapię szczupaka ręką pod pokrywy skrzelowe i wyciągam go nad łódź. Szczęka i łeb szczupaka są ogromne. Robią niesamowite wrażenie. Ryba jest bardzo ciężka i mierzy 118 centymetrów. Po sfotografowaniu, szybko wraca do wody.

11

Nie czekając na oklaski, postanawiam powtórzyć napłynięcie. Ustawiam łódź prawie identycznie, jak poprzednio. Powoli napływamy na najlepsze miejsce. Przemieszczamy się z wiatrem, dość szybko, jak na tę porę roku. Cały czas obserwuję echosondę i próbuję korygować kierunek napłynięcia. Mam potężne branie, jednak ryba po sekundzie spada. Dosłownie chwilę później, mój brat ma kolejne branie. Wykorzystuje je i mocno zacina rybę. Ryba walczy fenomenalnie, co chwila odjeżdżając na kilkanaście metrów. Cały czas idzie przy samym dnie i już wiemy, że jest podobnie duża do poprzedniej. W tym czasie, wszystko kręcimy kamerą, aby móc później oglądać swoje poczynania. Po jakimś czasie, szczupak pojawia się przy powierzchni. Jest wielki. Pytam się brata, czy sam podbierze rybę. Rezygnuje i wszystko pozostaje w moich rękach. Mateusz podholowuje szczupaka pod samą burtę łodzi. Ryba jest gotowa do podebrania. Klękam przy burcie i wyciągam rybę chwytając ją pod pokrywy skrzelowe. Ta ryba jest także wielka. Jest tylko nieco mniejsza niż poprzednia. Szczupak ma 113 centymetrów i kilkanaście kilogramów wagi. Robimy krótką sesję zdjęciową i wypuszczamy rybę.

16

W naszych głowach, aż wiruje od przypływu adrenaliny. Już teraz jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników. Jednak nie odpuszczamy i łowimy dalej. Ustawiam łódź podobnie, jak w poprzednim napłynięciu i zaczynamy dryfować. Spinningując notujemy kilka brań, a w kilkunastu napłynięciach doławiamy jeszcze kilka dużych ryb.

2

3

Tego dnia najlepiej spisały się duże woblery, wirówki oraz duże przynęty gumowe. Część naszych gum uzbroiliśmy w testowane główki jiggowe firmy Rozemeijer. Tym razem, mieliśmy okazję sprawdzić główki z serii Jigheads Round, Jigheads Erie w gramaturach 30, 42 i 56 gramów, a także główki z serii Wide Gape Worm Gripper oraz Worm Criuser w gramaturach 28, 32 i 40 gramów.

0

Wszystkie testowane serie główek zagoszczą na stałe w naszych pudełkach. Jigheads są to doskonale przygotowane główki do ciężkiego łowienia i do zbrojenia dużych przynęt gumowych. Posiadają bardzo mocne i ostre haki. Przy odpowiednim doborze ciężaru główki do gumy, można nimi obłowić bardzo szeroki zakres głębokości. Od wody metrowej, aż do wody kilkumetrowej. Główki jiggowe z serii Worm są także bardzo ciekawe, bo dzięki swojemu kształtowi, poza odpowiednim dociążeniem gumy, powodują jej dodatkowe wahania na boki. Na pewno jest to dodatkowy czynnik wabiący ryby. Przy wolnym spinningowaniu można nimi obłowić nawet bardzo głębokie miejsca. Natomiast przy szybkim prowadzeniu, dobrze spisują się na płytszej wodzie.

33

Wszystkie gumy dozbrajaliśmy kotwicami uwiązanymi na linkach przyponowych Rozemeijer Carbon Wire (stalowa plecionka w węglowej otulinie) o wytrzymałościach 25 i 40 lb. To bardzo ciekawy elastyczny materiał, dzięki któremu łatwo wykonać „dozbrojkę” lub przypon szczupakowy. „Dozbrojki” łączyliśmy z główkami jiggowymi za pomocą zacisków, a nie jak sugeruje producent, poprzez zgrzewanie na ciepło. Po prostu prawie zawsze wolimy zrobić coś po swojemu i czuć się pewniej.
W kolejnych dwóch dniach całkowicie zmienia się pogoda. Wiatr wieje z zupełnie innego kierunku. Niebo jest totalnie zachmurzone. 100% zasłoniętego nieba. Jest bardzo mroczno i czuć dreszczyk emocji. Przez kilka godzin unosi się gęsta mgła. Co jakiś czas pada delikatny deszcz. Popołudniami bardzo mocno faluje, co nie ułatwia dobrego napłynięcia na kolejne miejscówki. Na najlepszym z miejsc nie radzę sobie z utrzymaniem łódki w odpowiednim dryfie. Notujemy tylko kilka niezaciętych brań. Obławiamy kilka dobrych miejsc, jednak zupełnie bez rezultatu. Postanawiamy zupełnie zmienić strategię i płyniemy na oddalone miejscówki. Na jednym z wypłyceń znajdujemy ryby. Szczupaki biorą agresywnie, jednak po kilku sekundach holu, każdy z nich spina się z zestawu. Nie dajemy za wygraną i łowimy dalej. W kolejnych miejscach udaje nam się złowić kilka bardzo ładnych szczupaków.

12

29

9

Czwarty dzień to kolejny przełom w pogodzie. Od rana dość mocno wieje, a z godziny na godzinę robi się coraz wietrzniej. Jednak pełni zapału obławiamy kolejne miejsca. To chyba mój dzień, bo w pewnym momencie mam pierwsze branie. Branie jest agresywne. Ryba uderza w duży wobler. Mocno zacinam i zaczynam hol. Ryba idzie przy dnie i na pewno jest duża. Podholowuję rybę do łodzi i już wiemy, że ma ponad metr. Jeszcze kilka odjazdów i mój brat zręcznie podbiera rybę chwytem pod pokrywy skrzelowe. Szczupak ma 105 centymetrów. Kilka zdjęć i szybko wraca do wody.

7a

Szybki powrót na łowisko i dosłownie za chwilę mam kolejne branie. Tym razem szczupak jest nieco mniejszy. Hol jest zdecydowany, ale ryba cały czas odjeżdża. W pewnym momencie szczupak mocno się rozpędza i cały wyskakuje nad wodę. W końcu doprowadzam go do burty i podbieram ręką. Około metrowy szczupak ma wspaniały złoty kolor.

50

To naprawdę mój dzień, bo w kolejnych dryfach zacinam i wyholowuję kilka ryb. Łowimy jeszcze jakiś czas i na koniec postanawiamy popłynąć bardzo daleko na nasze „szczęśliwe” miejsce. Po dopłynięciu na łowisko, ustawiam łódź pod wiatr, tak aby spychał nas w kierunku najlepszego miejsca.

36

Już w pierwszym dryfie mam potężne branie, jednak nie udaje mi się zaciąć ryby. W chwilę później Adam krzyczy, że ma konkretną rybę. Ryba szarpie bardzo mocno, tak że Adamowi prawie kij wypada z ręki. Niestety po kilku sekundach ryba wypina się. Szkoda, bo była bardzo duża… Po jakimś czasie Mateusz zacina ładnego szczupaka. Ryba prze mocno do dna. Od razu widać, że to kolejny okaz. Szczupak walczy zaciekle i nie daje się podciągnąć do powierzchni. W końcu musiał ulec. Mateusz podprowadza go do łodzi i postanawia go sam podebrać. Szczupak nie daje za wygraną i jeszcze kilka razy odjeżdża od łodzi. Jest bardzo silny. W końcu Mateusz, łapie go ręką pod pokrywy i z okrzykiem wyciąga nad łódź. Ryba jest przepiękna i bardzo gruba. Przez chwilę wydaje nam się, że jest dużo większa, niż w rzeczywistości. Mierzymy rybę. Ma 110 centymetrów i jest bardzo ciężka. Z trudem robimy kilka fotek i puszczamy rybę do wody. Co za wspaniałe zakończenie wyprawy!

55

Podczas całego wyjazdu mieliśmy możliwość przetestowania plecionek z serii Rozemeijer Cast X Press o wytrzymałości 18,5 kg. Plecionka sprawowała się bardzo dobrze. Przez wszystkie dni nie wykazywała żadnych oznak zużywania się, co często już w pierwszych dniach użytkowania ma miejsce przy stosowaniu innych plecionek. Plecionka Cast X Press ma prawie okrągłą średnicę i jest bardzo wytrzymała. Testowana plecionka ma trwały niebieski kolor. Dodatkowo plecionka ta nie „mechaci się” i nie ma tendencji do splątań. Pomimo, że sam jestem zwolennikiem plecionek Stren i PP, uważam że plecionka Cast X Press jest godna polecenia łowcom dużych ryb. Jest idealna do tzw. „ciężkiej orki”. Jak zwykle, podczas naszych wypraw, nauczyliśmy się wiele nowego, co na pewno zaprocentuje na przyszłość w naszych kolejnych wędkarskich wojażach. Nie muszę chyba wspominać, że wszystkie złowione przez nas ryby zostały wypuszczone z powrotem do wody.

Spotkamy się z nimi następnym razem!

Sebastian „rognis_oko” Kalkowski (jesień 2008)

Zdjęcia: rognis_oko, Mateusz Kalkowski