Środa popołudnie, wykonuje szybki telefon do brata z zapytaniem czy wyskoczy ze mną nad Wisełkę na wieczorne bolenie. Brat odpowiada, że bardzo chętnie. O godz. 19 jesteśmy nad wodą. Pogoda dopisuje, duże słońce, wiatr zmienny oraz spadające ciśnienie. Ryby żerowały intensywnie z niewielkimi przerwami.
Ja zacząłem od testowania nowych woblerów, już przy pierwszych rzutach miałem ładne branie, niestety ryba nie została zacięta. Sebek też założył tego samego nowego woblera. Dostaliśmy je w prezencie od naszych znajomych wędkarzy znad Bugu. Tego dnia okazały się skuteczne! Po kilku minutach patrzę kątem oka na brata i widzę, że ma rybę na kiju. Po krótkim holu i efektownym zawinięci ogona przy powierzchni boleń się spiął. Uśmiechnąłem się do niego i wróciłem do rzucania.
Do zmroku udało nam się złapać po kilka boleni te już były zacięte pewnie i żaden się nie spiął. Największa rapa tego wieczoru miała 65cm.
(Mateusz Kalkowski, czerwiec 2008)