Mamy już za sobą pierwszą wyprawę grupową na Wisłę, którą zorganizowaliśmy dla naszych Gości. Wyprawa odbyła się w dniach 26-27.09.2009. Członkami wyprawy były 4 osoby – Mariusz, Janusz, Paweł i Krzysiek. Chłopaki byli pod opieką swoich przewodników Sebastiana i Mateusza Kalkowskich. Myślę, że warto napisać kilka słów o przebiegu wyprawy. Pomimo, że ryby nie dopisały tak jakbyśmy wszyscy chcieli, ale i tak było bardzo fajnie i miło.
Trafiliśmy w dobrą pogodę. Było ciepło, jak na końcówkę września. Nie padało, nie wiało. Ciśnienie było ustabilizowane, ale było bardzo wysokie.
Celem naszej dwudniowej wyprawy było poznanie wiślanych miejscówek w rejonie Warszawy. Łącznie przepłynęliśmy około 30 kilku kilometrów rzeki. Nasi Goście mieli okazję zobaczyć i poznać wiele rodzajów wiślanych miejscówek, na różne gatunki ryb. Łowiliśmy zarówno na kamienistych przelewach, na główkach, na dzikich wiślanych rafach, na przykosach, w dzikich rynnach i przy opaskach. W każdym z łowisk szukaliśmy specyficznych gatunków ryb, występujących w danych miejscówkach. Oczywiście próbowaliśmy skusić brzany do brania na spinning, szukaliśmy rafowych kleni i jazi, obławialiśmy boleniowe warkocze, łowiliśmy w sandaczowych dołkach i rynnach, ale także sporą część czasu poświęciliśmy na poszukiwania wiślanego króla – suma. Pomimo naprawdę świetnej pogody, ryby na naszym odcinku były raczej chimeryczne i niezbyt chętne do żerowania. Oczywiście złowiliśmy kilka ładnych rybek, ale liczyliśmy na więcej. Pomimo słabych brań, dzielnie obławialiśmy kolejne miejscówki. Nasi Goście nie nudzili się i dawali z siebie wszystko, aby tylko złowić jakąś fajną rybkę. Na kolejnych miejscówkach dzieliliśmy się swoim doświadczeniem z naszymi Gośćmi, opowiadaliśmy ciekawe historie związane z danymi miejscówkami, opowiadaliśmy o złowionych rybach i o technikach ich połowu. Myślę, że nauka, którą podzieliliśmy się z naszymi Gośćmi nie pójdzie w las i że chłopaki wyciągną ciekawe wnioski z tej wyprawy.
Dla nas przewodników najważniejsze jest zadowolenie naszych Klientów i to, że mogliśmy podzielić się naszą wiedzą z mniej doświadczonymi kolegami. O zadowoleniu naszych Klientów świadczą rekomendacje, które dostaliśmy od nich po wiślanej wyprawie. Poniżej treść maili jakie dostaliśmy od naszych Gości:
„2 dni łowienia od świtu do nocy, 30 kilometrów rzeki, opowieści przy ognisku w doborowym towarzystwie… Ponadto – profesjonalna organizacja, świetna atmosfera, dużo wiedzy „wyłuskanej” od przewodników… Jedynie ryby postanowiły zaliczyć się do „siły wyższej”, na którą jak wiadomo – rady nie ma. Niemniej weekend spędzony na łodziach Mateusza i Sebastiana uznać należy za bardzo udany. Janusz B.”
„…Czekałem na wyprawę parę tygodni i się nie zawiodłem. Choć sam pływam po Wiśle od jakiegoś czasu to wyprawa pozwoliła mi jeszcze lepiej poznać i zrozumieć specyfikę rzecznych łowisk. Generalnie bardzo fajnie spędzony czas w super koleżeńskej atmosferze… Paweł. S.”
„Wyprawa bardzo zadowalająca, widać że Panowie znają się na rzeczy. Jestem zadowolony zarówno z poziomu komunikatywności, ilości poznanych miejsc, jak i całokształtu wyprawy mimo, że ryby nie brały za dobrze ;). Przy najbliższej okazji zapewne znowu się wybiorę. Nic tylko polecić dalej. Mariusz Ł.”
„Wiślana wyprawa była dla mnie ciekawym i wartościowym doświadczeniem. Z reguły łowię na odcinku od mostu Siekierkowskiego do Wilanowa. Dlatego wygląd rzeki (przelewy, naturalne rafy, rozmyte opaski i dzikie wyspy) był niemałym zaskoczeniem. Najcenniejsze okazały się dla mnie wskazówki dotyczące rozpoznania miejscówek, ustawienia łodzi na łowisku i optymalnego podania przynęty. Choć ryby nie współpracowały najlepiej, prawdziwie letnia pogoda i dobre towarzystwo w pełni nam to wynagrodziły. Krzysztof K.”
Poniżej kilka zdjęć z naszej wspólnej wyprawy.
Grupa prawie w komplecie. Brakuje Mateusza, który robił zdjęcie.

Wiślane klimaty



Ptactwo nad Wisłą to codzienny widok.

Obławiamy boleniowy przelew i duży warkocz za główką.

Sandaczowa głęboka miejscówka. Łowimy na średniej wielkości gumy, na przeciążonych główkach jigowych.

Obławiamy jedną ze śródrzecznych wiślanych raf.

Naprawdę sporo czasu poświęciliśmy na polowanie za sumem. Na jednej z miejscówek sum pokazał się aż dwa razy, ale niestety nie chciał wziąć na żadną z przynęt.

Nasze obozowisko na dzikim brzegu widoczne ze środka rzeki.

Janusz przygotowuje się do wypłynięcia. Po obiadku na wyspie.

Przygotowania do wieczornego ogniska.

Po wieczornych połowach, przyszła kolej na odpoczynek. Ognisko, kiełbaski i niekończąca się rozmowa…

Mgła, piękny świt i początek kolejnego dnia.

Janusz, Mariusz i Mateusz podczas porannego polowania na suma.

Sumowa miejscówka wczesnym rankiem.

W trakcie spływu złowiliśmy oczywiście kilka ciekawych ryb.
Rekordowy jaź naszego Gościa.

Hol dużego jazia.

Kolejny ładny jaź.

Jaź OLBRZYM! Ryba 50+ cm.

Bolenie nas całkwicie zawiodły. Przez dwa dni w ogóle nie pokazywały się przy powierzchni. Oczywiście obławialiśmy boleniowe miejscówki i staraliśmy się łowić je przy dnie i w pół wody. Dwa duże bolenie, zacięte przy samym dnie, niestety spięły się podczas holu. Mieliśmy także kilka zupełnie nie zaciętych brań. Udało się nam wyciągnąć dwa bolenie 60+ i 70 cm.

Podczas polowania na suma, Janusz przyłowił mini szczupaczka…

Naszym wszystkim wyprawom oczywiście przyświeca jedyna słuszna idea – złów i wypuść.

Korzystając z okazji chciałbym podziękować naszym wszystkim Gościom za wspólną wyprawę. Było naprawdę miło Was poznać!
Już teraz zapraszamy na kolejne wyprawy grupowe. W roku 2010 będzie ich zdecydowanie więcej.
Sebastian „rognis_oko” Kalkowski '2009
Zdjęcia: Mateusz Kalkowski, Sebastian Kalkowski